Prosto z Polski…

Od kilku tygodni ja i mój narzeczony planowali?my wyjazd do Polski. Bilety na samolot kupione ju? w pa?dzierniku. Plan oszcz?dzania zrobiony bardzo skrupulatnie:  mini kalendarzyk, gdzie wypisali?my nawet bud?et na chleb i mas?o. Plan podró?y bardzo prosty. Trzy dni wielkich zakupów, krótka wizyta u rodziny, powrót z moimi rodzicami ( zaprosili?my ich na wysp? na kilka dni).  Do Dublina dotarli?my bez wi?kszych przeszkód. Szybka kawka i do odprawy. I znów ujrza?am ogromn? kolejk? st?sknionych za krajem rodaków. Tym razem wcale mi to nie przeszkadza?o. Za kilka euro wi?cej wykupili?my sobie bilet priorytetowy i jako pierwsi weszli?my na pok?ad samolotu. Lot by? wspania?y: wschód s?o?ca, dzi?ki któremu wida? jak na d?oni, ?e ziemia jest okr?g?a. Cho? nienawidz? lata? a szczególnie liniami Ryanair to tym razem  oby?o si? bez zawrotów g?owy i ?o??dka pod sercem. By? to mój pi?tnasty lot ale pierwszy gdy lecia?am z kim? znajomym. Mo?e to jest w?a?nie sposób na mi?e latanie. Gdy wyl?dowali?my na lotnisku w Krakowie oczom naszym ukaza? si? ogromny ?nieg. Mój narzeczony nawet uroni? kilka ?ez ( to jego pierwsza podró? do ojczyzny od ponad roku). W Polsce zima na ca?ego. Prawie zamarzli?my na p?ycie lotniska. To dziwne bo t?skni si? za ?niegiem ale jak ju? jest to lepiej ?eby go nie by?o. Szczególnie w mie?cie, gdzie z bia?ego puchu zmienia si? w czarne b?oto. Kiedy ju? dojechali?my do mojego uroczego miasteczka trzeba by?o zrobi? szybkie zakupy. W domu nic nie ma a kawa by si? bardzo przyda?a. Jeszcze z walizk? udali?my si? do sklepu. Po kilku minutach zaatakowa? nas gniewny ochroniarz. Krzycza?: ?e jak to tak z walizk? do sklepu. Potraktowa? nas jak z?odziei a nie jak klientów. Wyszli?my bardzo zdenerwowani, bo ?adne argumenty do niego nie trafia?y i dalsza dyskusja by?a naprawd? bez sensu. Pomy?leli?my : a to Polska w?a?nie!  Po obiedzie u babci ( a jak wiadomo wszystkie babcie gotuj? tyle, ?e ca?? Europ? da?oby si? wykarmi?) zas?u?yli?my sobie na krótk? drzemk?. To jednak przerodzi?o si? w kilku godzinne spanie i troch? pokrzy?owa?o wieczorne plany. Obudzi? nas telefon: mieli?cie ju? dawno u nas by?. I tak dalej i tak dalej.  Trzy dni z planowanych mi?ych zakupów przerodzi?y si? w jaki? ponad si?y maraton. Jest w?a?nie 11 godzina, poniedzia?ek. Wracamy na wysp? dopiero w ?rod?. T?sknimy bardzo za normalno?ci? i spokojem jaki zorganizowali?my sobie w Roscommon. Kolejny raz przekona?am si?, ?e najbardziej kocham moj? ojczyzn? na odleg?o??. W filmie sprzed dwudziestu lat pt.