Mieszkając w Roscommon.

Kiedy ktoś się zapyta: gdzie mieszkasz w tej Irlandii? Odpowiadam:, Gdy w Dublinie wsiądziesz w autobus jadący na zachód, będziesz jechał tak długo, aż zostawisz za sobą wszystkie światła stolicy, i jeszcze dalej, aż znikną przydrożne budynki, mknąc pustą drogą dotrzesz do serca wyspy. Tu właśnie leży Roscommon. Życie w małym miasteczku toczy się swym rytmem. Wstajemy z owcami, chodzimy spać wraz z ostatnim zamykanym sklepikiem. Dni tygodnia stają się rutyną, która sprawia, że żyje się tu łatwiej niż gdzie indziej. Wstajemy rano i idąc do pracy spotykamy wciąż tych samych ludzi, którzy po pewnym czasie zaczynają nam mówić dzień dobry. Dobrze wiemy, kto jest Irlandczykiem, Polakiem, Czechem czy Słowakiem. W banku spotykamy siostrę koleżanki z pracy, na poczcie wujka naszego sąsiada. Po krótkim czasie zna się tu wszystkich i wszystko wydaje się takie swojskie. I znają też tu i Ciebie, w małym miasteczku nikt nie jest anonimowy. Mamy tu też swoje małe rozrywki. Basen, na który idąc samemu zawsze spotka się koleżanki z pracy, popołudniowe karmienie kaczek w parku, które zawsze czekają aż się im coś dobrego przyniesie, wieczorne wyjście do centrum sztuki by poznać Irlandzką kulturę, lub wyjście do jednej z miejscowych dyskotek, gdzie spotkać możemy przybyszów z okolicznych wiosek. A jacy są ludzie w Roscommon? Jak wszędzie dobrzy i źli, zmęczeni i wypoczęci, szczęśliwi i smutni. Rdzenni mieszkańcy zaakceptowali obcokrajowców, choć nie zawsze mogą zrozumieć ich odmienne obyczaje. Jednak lokalny patriotyzm sprawia, że ważniejsze staje się to, że ktoś jest z Roscommon a nie, że z Polski, Brazylii czy Indii. Mamy tu gazety, radio jednak by dowiedzieć się więcej o mieszkańcach najlepiej udać się do sklepu i stanąć w kolejce. Usłyszymy wtedy co nowego w mieście z najlepszego plotkarskiego źródła.  Myślę, że bycie obcokrajowcem w małym mieście jest łatwiejsze. Szybciej człowiek poznaje nową rzeczywistość i staje się łatwiej jej nową częścią. Choć może czasem tęskni się za wielkomiejskim blichtrem, za anonimowością w tłumie, za udawaniem obserwatora życia. Szybko jednak przekonamy się, że to nasze wolniejsze życie na prowincji jest jakby bardziej prawdziwsze. Tu nie możesz udawać, że jesteś kimś innym, tu nie możesz obudzić się rano i powiedzieć dziś jestem taki czy siaki. Tu zawsze będziesz tym z wczoraj, przedwczoraj i z przed roku, bo tu się wszystko pamięta. Tu jesteś człowiekiem mieszkającym w Roscommon.