Felieton numer 45.

Nieuchronnie zbli?a si? koniec roku. Jest to czas, kiedy bierze mnie na podsumowania, przemy?lenia i plany. Zacz??am od mojego pisania. Przeczyta?am wszystkie moje roscommo?skie artyku?y i dosz?am do pewnych wniosków. Po pierwsze zdziwi? mnie fakt, ?e jako? uda?o mi si? co tydzie? wymy?la? inny temat. Jeszcze na studiach mia?am z tym ogromny problem i po sko?czeniu dziennikarstwa planowa?am zaj?? si? powie?ciopisarstwem. Wysz?o jednak inaczej i ciesz? si?, ?e jako? uda?o mi si? wytrwa? prawie rok w niezbyt komfortowej ( jak mi si? wcze?niej wydawa?o) roli. Nie mam na my?li tutaj kwestii tre?ci mojego pisania, ale chodzi o sam temat. Uwierzcie mi, ?e trudno jest pisa? co tydzie? o czym? innym. Zw?aszcza osobie, która nie nale?y do ludzi konsekwentnych. Tygodnie mija?y tak szybko, ?e ledwo odda?am jeden felieton, ju? musia?am my?le? o drugim ( chwa?a ludziom pisz?cym do dzienników!). Przyzna? si? musz?, ?e cz?sto wstawa?am o czwartej rano, by co? napisa?. Czasem mia?am tego wszystkiego serdecznie do??. Mówi?am wtedy sobie: jak raz nie napisz? to nic si? nie stanie. Dzia?o si? tak zw?aszcza po parogodzinnym ?l?czeniu przy wci?? pustym monitorze. Brak weny twórczej, brak wiary w sens tego ca?ego pisania i takie tam ludzkie rozterki. Jednak kolejny sympatyczny mail od czytelnika i od razu chcia?o si? pisa?. Po kolejne jestem dumna z faktu, ?e nigdy nie pos?u?y?am si? tym, ?e pisz? do gazety w celu uzyskania prywatnych korzy?ci. Zabawn? sytuacj? prze?y?am kiedy?, gdy stara?am si? o kredyt w banku. Potrzebowa?am pieni?dzy na zakup profesjonalnej kamery. Kiedy mi odmówiono, by?am zdesperowana, z?a na ca?e miasto, na Irlandi?.  Podniesionym g?osem mówi?am, ?e chc? zrobi? film, a tu same trudno?ci, ?e pisz? do gazety i takie tam. Pani, z któr? rozmawia?am znik?a na par? minut, po czym wróci?a mówi?c, ?e kole?anka czyta moje rzeczy i na pewno da si? co? za?atwi?. Zrobi?o mi si? mi?o i zarazem niezr?cznie. Zrezygnowa?am z kredytu, ale jako? polubi?am ten bank.  Czasem mia?am wielk? ochot? za pom?c? felietonów zem?ci? si? za jak?? tam wyrz?dzon? mi krzywd?. Zw?aszcza par? tygodni temu, kiedy to spotka?a mnie dziwna przygoda w sklepie. Chcia?am kupi? wódk? i piwo. Poproszono mnie o dokument potwierdzaj?cy pe?noletnio?? ( prawie trzydziecha na karku a wygl?d licealistki!). Pokaza?am dowód osobisty, prawo jazdy. Okaza?o si?, ?e nie sprzedadz? mi alkoholu, bo nie toleruj? innych ni? cytuj?: